Archiwum

Archiwum dla Styczeń 2010

Lewicowe szmaty, czyli Piekara dla WP

31 Styczeń 2010 6 uwag

Miarą popularności autora jest między innymi liczba wywiadów, które udziela. Im większe i opiniotwórcze medium w których literat może odpowiadać na pytania, tym lepiej dla niego. Oczywiście ta reguła dotyczy również fantastów. Ostatnio dużego wywiadu udzielił Rafał Kosik dla Dziennika. Skan znajdziecie tutaj.

Od kilku dni Fabryka Słów trąbiła, że można zadawać pytania Jackowi Piekarze, ponieważ ten weźmie udział w czacie zorganizowanym przez WP. Można było się solidnie przygotować i powymyślać naprawdę fajne pytanka. Na godzinę przed startem, okazało się, że pisarzowi nie odpala samochód z powodu mrozu. No okey, zdarza się.

W końcu czat odbył się w piątek. A co za cyrk tam się dział!

Przeprowadziłem w swoim krótkim życiu kilka mniej lub bardziej udanych wywiadów. Najlepszy z nich to zapis mojej rozmowy z ukraińskim duetem Henry Lion Oldi, czyli Dimą i Olegiem. Kto by pomyślał, że po paru miesiącach będę na co dzień rozmawiał z braćmi Słowianami, za Buga i nie tylko.
Wracając do czatu; człowiek którego oglądamy, przez prawie 30 minut obok Jacka, to jakieś kompletne nie porozumienie: sepleni, nie zna się na fantastyce i czytał biogram Piekary sprzed dziesięciu lat. Padły najgłupsze pytania: “Co skłoniło pana do napisania pierwszej powieści fantasy” lub “Czy wierzy pan w magię”.
Gość nie odróżniał fantastyki od fantasy, sf od political fiction. Teraz już wiem, dlatego Dukaj pisze dla WP artykuły – tam po prostu nikt nie zna się na FANTASTYCE!!! Kicha razy cztery.

Internałci (bo inaczej ich nazwać nie można) też nie byli lepsi. Debilne pytania, które zadawali marnowały jedynie czas antenowy. Mogli się przygotować – poszli na łatwiznę. Wiem, że Jacek rzadko się pojawia na konwentach, powiedzmy z różnych przyczyn, ale gdybyście Wy mogli zadać swojemu ulubionemu pisarzowi jedno jedyne pytanie, o co byście zapytali? O gazetę której dawno nie redaguje? PRZYKRO.PL

Na miejscu Jacka wyśmiałbym ten kabaret i wyszedł ze studia, ale…
Ale Piekara okazał się nader sprytny. Zaczął bowiem ostro jechać po bandzie! I to w jaki finezyjny sposób!
Zmieszał z błotem Tuska, PO i Lewicę. Nie bał się powiedzieć, że jest prawicowcem i niechrześcijaninem. Na łopatki rozłożył mnie tekst: “… czytam też lewicowe szmaty”. Klasa, klasa. Na osłodę: “Na kogo będzie pan głosować?” Piekara: “Oczywiście, że na Lecha Kaczyńskiego!” (Ja również).

Przejadła mi się poprawność (polityczna) naszych polskich pisarzy fantastyki. Czasem na spotkaniach ględzą, nie wiadomo o czym, zamiast postawić kawę na ławę. Piekara jest znany z tego, że się nie patyczkuje i jak widać na dobre mu to wychodzi.

Na koniec: zapis czatu z Jackiem Piekarą na WP.pl
Tylko dla Nerdów!

Paradoks sesji

30 Styczeń 2010 11 uwag

Sesja wrze. Wszyscy kują, ryją, zapamiętują, czytają, piszą, nie śpią, piją, znów kują, ryją, zapamiętują.
Kierat intelektualny. ;)

Jednak kiedy ciało i umysł są wystawione na przeciążenie, odzywają się często bardzo skryte potrzeby o których na co dzień się zapomina (co niektórym).
Rozmawiając z wieloma przedstawicielkami płci rzekomo piękniejszej, niemal każda interlokutorka wspomina, że czegoś jej brakuje. Czegoś dość intymnego. Obojętnie co studiują, ile mają lat, czy są dziewicami, czy nie, każda ma ochotę na sex. Tu i teraz. Bez hamulców i oddzwaniania.

W sumie nie jest to dla mnie jakimś powalającym zaskoczeniem. Kiedyś wszystko wiedzący amerykańscy naukowcy dowiedli, iż orgazm u kobiet pomaga im w osiąganiu lepszych wyników na zawodach sportowych. Odwrotnie jest z facetami.

Każdy mieszkaniec Babilonu płci rzekomo silniejszej, snuje się bez życia po korytarzach akademika. Każdy ma w głowie tylko jedno sakramentalne słowo: SESJA. To ona spędza sen z oczu. To ona wytworzyła pewien paradoks: facetom się nie chce, kobietom aż ponadto.

Muszę szybko wszystko pozaliczać. ;)

Kategorie:Sir Jedi, Studia Tagi: , ,

Wszyscy najemnicy Runy

25 Styczeń 2010 Dodaj komentarz

Styczeń to okres podsumowywania poprzedniego roku. Niektórzy zabierają się za to, dosyć późno i raczej się nie wyrobią przed lutym. A szkoda. Bo podsumowanie całej polskiej fantastyki wraz z jej fandomem, to nader ciekawa sprawa.

Za takie podsumowanie zabrała się Runa. No okey. I co w tym dziwnego? A no to, że takiego podsumowania nie przeprowadził nikt bezpośrednio związany z Runą. ;)

Autorem pierwszej części jest Tymoteusz „Shadowmage” Wronka, jeden z redaktorów Gildii. Wybór “Shadowmage’a” nie dziwi; w końcu jest uznawany za jednego z najlepszych recenzentów internetowych, co obecnie wiąże się z byciem jednorożcem albo innym mitycznym zwierzakiem. Nie mniej jednak dostał do opisania gazetki (niestety nie te o których pomyśleliście), czyli temat wbrew pozorom ciężki. SFFiH zostało w tym roku przejęte przez Fabrykę, a z NF odszedł naczelny (Paweł Matuszek). Dodatkowo powstało Lśnienie i reaktywowano SFinksa. “Szadowmage” napisał co jest cztery i fajnie.

Drugi tekst był o horrorach. A w tym kraju nikt bardziej na horrorach się nie zna jak Łukasz Orbitowski oraz ekipa Carpe Noctem. Za podsumowanie grozy 2009 zabrał się sam naczelny, czyli Paweł Deptuch. Poklepał po plecach Pawła Palińskiego (którego mam zamiar przeczytać w najbliższym czasie) oraz Daniela Grepsa. Brakuje mi nazwiska Kuby Małeckiego. Czyżby Deptuchowi zbiór opowiadań “Zaksięgowani” nie trafił do gustu?

Trzeci i na razie mini felieton jest autorstwa Marcin „Malakh” Zwierzchowski związanego z Polterem. Tu podsumowanie dotyczyło wszystkich innych książek poza grozą. Znalazłem między mną a Marcinem wspólną cechę! Otóż oboje mamy braki w twórczości Ani Brzezińskiej. Przykre to i bolesne. “Malakh” musiał dokonać trudnego wyboru, która książka jest najlepsza. No i dokonał iście salomonowego wyroku: Zajdel dla PLO 3, Żuław dla Guzka. Doceniam intelekt.

Czemu miało służyć to podsumowanie i dlaczego nie zostało napisane przez pracowników lub autorów związanych z Runą? Może ktoś tu nie chciał Sobie pobrudzić rączek. A może nie wypadało pisać o Fabryce, szczególnie w kontekście Crossgate? Dziwne to strasznie. Dla mnie wygląda to jak jakieś podchody. Chwali się, że do współpracy Runa zaprosił najlepszych z najlepszych, ale…

No właśnie ale… czy będzie wpis o konwentach, miss fandomu oraz najgorszych książkach 2009? Powiecie pewnie, że Runa nie napisze o fandomie, bo zajmuje się literaturą. To po czort w takim razie zahaczyła o temat gazetek? :>

Elitarność erudycji

25 Styczeń 2010 14 uwag

Witam.
Nie zdałem semestru. Niestety. No cóż, już się z tym pogodziłem, rozmawiałem nawet z moją mamą na ten temat. Była rozczarowana, nie tak to Sobie wyobrażała. Ja również. Szczerze mówią nieźle się wkurwiła! Będę musiał wrócić na tarczy do domu i zrobić coś ze Sobą do lipca. Przynajmniej nadrobię zaległe lektury. Żegnaj Poznaniu!

Chociaż nie miałem jeszcze żadnego egzaminu, to już wiem, iż wyleciałem. Jasne, że czytałem “To & owo”. Czytałem nawet po kryjomu “Bravo”. Może panikuję, a może mam dar jasnowidzenia. Sam nie wiem. A ciekawe czy Ty mądralo wiesz kim był Szamszi-Adad i z kim korespondował? Ha! Ja też nie! :P

Koniec cyrków i dramatyzowania. Czeka mnie niezła rzeźnia i ogóle wyczerpanie organizmu, ale (chyba) damy radę. W końcu to historia.

Tak swoją drogą zastanawiam się czy w moim przyszłym życiu zawodowym przyda mi się wiedza na temat Szamszi-Adada? Zacznijmy od jego imienia. Gdyby w dzisiejszych czasach ktoś nazwał syna Szamszi-Adad, wszyscy by myśleli, że rodzice są muzułmanami, albo hardkorowymi ćpunami. Od razu przypomina mi się historia szwedzkiego dzieciaka i jego ekscentrycznych rodziców. Ale wracając do naszego bohatera; Szamszi-Adad był władcą potężnego państwa Marii w pierwszej połowie XVIII wieku przed Chrystusem (określenie p.n.e jest nie profesjonalne, pamiętaj). Jego wasalem był… Hammurabi (sugeruje się, żeby wymawiać przez miękkie ‘h’, przez co powinno brzmieć bardziej jak hAMMURABI), który zarządzał wtedy małym państwem o wymiarach 150km na 60km i rezydował w zapyziałej wiosce, zwanej Babilon. O tym jak Hammurabi zdobył nieśmiertelną chwałę dzięki podbojom i kodeksowi, napisano grube książki więc nie będę się na ten temat wypowiadał. Na koniec zwrócę uwagę na to, że nasz Szamszi-Adad, to przykład imiona teoforycznego. Zgadnijcie, gdzie ukryła się nazwa bóstwa. ;)

Moją wiedzę, tak potrzebną, żeby zdać sesję czerpię z książek o nakładzie często nie przekraczającym 1000 egzemplarzy. Niektóre pozycje, jak na przykład: “Szkice z dziejów aramejskich” E. Lipińskiego, są dostępne tylko w Poznaniu. “Starożytnego Bliskiego Wschodu” w takim stopnia, jak na moim wydziale nie ma nigdzie indziej w Polsce. Tylko co ja zrobię z tą elitarną wiedzą, po studiach? Kiedy będę rozmyślał o wielkich dokonaniach Naramsina, czy w przerwach będę zadawał pytanie “A może frytki do tego?”. Czort wie, czy w przyszłości będę miał na chleb z wiedzy o SBW!

Na szczęście nie chodzą mi po głowie myśli, żeby to wszystko jebnąć i zacząć zajmować się czymś “pożytecznym”. Po pierwsze za fajnie być studentem. A po drugie: nawet nie wiesz jaką satysfakcję daje posiadanie wiedzy i znajomość faktów o których przeciętny zjadacz chleba (teraz to się tak ładnie nazywa) nie ma pojęcia.

Od 11:30 wita czytelnia UAM WH. :)

Sherlock Holmes jakiego nie znacie

24 Styczeń 2010 3 uwag

W piątek byłem na “Avatarze”. Bardzo zawiodłem się na… tym czymś. Szkoda mi stukania w klawiaturę, aby opisać wtórność tego “filmu”. A myślałem, że “Dystrykt 9″ był słaby. Dopiero teraz doceniam obraz Neilla Blomkampa.

Na szczęście wczoraj, miałem przyjemność być na jednym z najlepszych filmów jakie widziałem w ciągu kilku ostatnich miesięcy. “Sherlock Holmes” spodobał mi się od pierwszej minuty. Moim zdaniem to fenomen na skalę “Mrocznego Rycerza”, ponieważ postać Holmesa została drastycznie odświeżona i przystosowana do współczesnego odbiorcy. No i tak jest lepiej…
Sherlock jest (uwaga panie) seksowny, wygimnastykowany (to on wymyślił parkour) i pali prawdziwą fajkę. Ponadto standardowo: widzi niewidzialne, dość awangardowo gra na skrzypcach i jest genialnym bałaganiarzem (to najbardziej ujęło mnie za serce :P)

Idąc na ten film miałem nadzieję, że będzie zawierał chociaż szczątkowe elementy steampunku. No i były dość szczątkowe. Ale nie wybrzydzam, bo i tak dla mnie to bomba. Trąba ten kto nie trawi imperialnej, XIX-wiecznej Anglii ze swoim brudnym i zadymionym Londynem oraz (delikatnymi) elementami fantastyki.

Świetna gra wszystkich aktorów, szczególnie Roberta Downey’a Juniora (Holmes) oraz Jude’a Lawa (Watson). Na fotelu reżysera wylądował Guy Ritchie, były facet Madonny. Dał radę.

Oczywiście powstaną jeszcze dwa, trzy kolejne filmy o najsłynniejszym detektywie wszech czasów. W końcu nie zabija się kury, która znosi złote jaja. A ten film miał jaja, których brakowało Avatarowi.
Dobrze, że tuninguje się starych “superbohaterów”. Patrząc na “Sherlocka Holmesa” oraz “Mrocznego Rycerza” wychodzi to na dobre. Kto będzie kolejny? Superman? Herkules Poirot? Zobaczymy za 2-3 lata. ;)

Kategorie:Fantastyka, Film

Dlaczego w Grudziądzu śmierdzi moczem?

18 Styczeń 2010 Dodaj komentarz

Witam.
Odchowałem się w magicznej Brodnicy, pośród lasów, jezior i zabytków. Beztrosko grałem w piłkę, czytałem Harrego Pottera i ciągnąłem dziewczynki za warkocze (do dziś mi to zostało ;P ). Niestety jakieś 50 km od mojego miasta leży brudny i brzydki Grudziądz. Po pierwszej lekturze LOTR-a, byłem święcie przekonany, że to tam jest Mordor. Dlatego od małego zadaję Sobie pytanie: “Dlaczego w Grudziądzu śmierdzi moczem?”

Cóż prędzej zrozumiem kobiety, wyliczę całkę bądź boso przejdę po żarzących się węglach niż odpowiem Sobie na to pytanie. Tymczasem odsyłam na WP, do lektury arcyciekawego przypadku, który miał miejsce w tym obszczanym mieście. ;)

Makabryczne odkrycie w Grudziądzu

TaZ przy piwie

16 Styczeń 2010 3 uwag

Wczoraj późno wróciłem do domu. Trochę podchmielony, trochę zmęczony i do szpiku kości przemarznięty. Na rozgrzewkę zacząłem przeglądać najróżniejsze witryny internetowe. I wnet natknąłem się na pewien wywiad. Jego bohaterem był Wiktor “TaZ” Wojtas, profesjonalny zawodnik w Counter-Strike’a, mistrz Świata i Europy.

Nie mam idola. Choć kilka postaci wysuwa się na czoło i na nich w większym lub w mniejszym stopniu się wzoruje. Ale żadnego nie nazwałbym moim idolem. Mając 12-13 lat, zagrywałem się razem z kolegami w CS-a. Każdy starał się grać jak najlepiej. Wszyscy wzorowaliśmy się na “TaZie”. Gość był wtedy naszym guru. Gdy nie graliśmy, oglądaliśmy filmiki z jego skillami. To było coś. Potem moda na CS-a przygasła. Znaleźliśmy sobie inne hobby, a nasze drogi się rozeszły.

Oglądają 13-minutowy filmik z “TaZem” w roli głównej, łezka zakręciła mi się w oku. Otóż okazało się, że gość jest tylko 3 lata ode mnie starszy, jest przeciętnym facetem, studiującym prawo. Nie jest żadnym ubernerdem walącym w kompa po 20 godzin dziennie. Dla wielu jest wzorem do naśladowania, archetypem profesjonalnego gracza. Dla mnie jest przykładem, wolnego strzelca, który utrzymuje się z tego co kocha robić najbardziej.

Przy piwie: Wiktor “TaZ” Wojtas

Kategorie:Sir Jedi Tagi: , , , ,

K MAGAZINE 12-13

7 Styczeń 2010 4 uwag

Dzięki uprzejmości Eweliny z 330 miałem możliwość swobodnego poczytania bardzo ciekawego pisma. K MAGAZINE, to tak ów periodyk się nazywa, to czasopismo o stylu, kulturze i sztuce. Ponad 120 stron formatu A5, będących perełkami na skalę “Chimery” XXI wieku. Za diaboliczne 6 złotych i 66 groszy dostajemy masę świetnych zdjęć, artykułów, recenzji oraz wywiadów. Tematem przewodnim tego numeru był film Luisa Buñuela “Piękność dnia” z Catherine Deneuve w roli głównej. Moją uwagę przykuł wywiad z Januszem Morgensternem, w których opowiedział między innymi o swoich wczesnych latach na łódzkiej filmówce oraz znajomości ze Zbyszkiem Cybulskim. Ponadto felieton Przemka Nowakowskiego “Wanna czy prysznic? Oto jest pytanie” to dla mnie mistrzostwo świata językowo, stylistycznie, filozoficznie.
Gazeta jest przeznaczona raczej dla ludzi obytych, modnych i głodnych kulturalnej pożywki. Ja co najwyżej naoglądałem się genialnych zdjęć i dowiedziałem się, że Patryk Vega zaczął kręcić komedie. Niemniej jednak będę z ogromną zachłannością czytał kolejne numery tego pisma, bo warto.

Kategorie:Literatura

Alleluja!

5 Styczeń 2010 Dodaj komentarz

Alleluja! W końcu mogę spokojnie się wyspać. Spokojnie napić się wódeczki z Tomaszem z 138. W końcu mam moją bibliotekę pod ręką. W końcu nie dojadam i nie mam netu. W końcu jestem w “Babilonie”.
Sesja zbliża się nieubłaganie, dlatego wykorzystuję ostatnie dni błogiego lenistwa na przerobienie drugiego sezonu “Rzymu” oraz lekturę “Krzyżaków. ;)
Kobiety, to dla mnie jeszcze temat drażliwy, więc odpuszczam go Sobie. Amen.

Kategorie:Seriale, Sir Jedi

Mój ideał kobiety

2 Styczeń 2010 4 uwag
Kategorie:Jajca!, Manga & Anime
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.