“Hrywny”
Mam dla was nową miniaturę, pod tytułem “Hrywny”:
Nie miał grosza przy duszy, ani żadnego papierosa, a jasny księżyc oświetlał miejski park. Droga do domu wydawała mu się długa i nieprzyjemna. Z rękoma wbitymi w kieszenie maszerował po dawno wydeptanych ścieżkach licząc, że spotka kogokolwiek, kto poczęstuje go choćby połową cygarety. Nic jednak nie mąciło spokoju, który go otaczał. Wiatr z wolna poruszał korony drzew, a świerszcze rytmicznie cykały.
-Jutrzejszy poranek to będzie masakra! – pomyślał mężczyzna, wyobrażając sobie potężnego kaca, który będzie go męczył cały następny dzień.
Wtem coś poruszyło się w krzakach, obok których przechodził. Zaniepokojony, instynktownie od nich odskoczył. Ujrzał w gęstwinie parę czerwonych, świecących ślepi, które przeraźliwie pulsowały. Nie czekając zbyt długo, rzucił się w popłochu do ucieczki. Pędząc ile sił w nogach próbował kierować się w stronę wyjścia z parku. Jego organizm zapomniał o wypitym alkoholu i lekkim brzuszku; biegł jak opętany. Potężny zastrzyk adrenaliny podpowiadał mu tylko jedno: przeżyć i to za wszelką cenę! Gałęzie drzew niemiłosiernie cięły go po twarzy, a żywopłoty zaczęły układać się w bezlitosny labirynt. Bestia wyskoczyła z krzaków i gnała ku niemu z diabelską wręcz prędkością. Mężczyzna nie miał zamiaru się jej przyglądać. Tylko raz się obejrzał: potwór miał kły wielkości noży i ciemną, na poły wyliniałą sierść.
Gdy ujrzał parkową bramę, dopadła go dusząca zadyszka. Serce mu waliło jak dzwon, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Jedynym wyjściem było wspiąć się na drzewo i liczyć na jakiś cud. Mężczyzna jednym susem skoczył na konar rozłożystej wierzby i kiedy próbował się podciągnąć, bestia rzuciła się na niego i powaliła na ziemię. Demoniczny warkot jaki z siebie wydała nie dał się z niczym porównać. Przez umysł w zastraszającym tempie przeleciał mu film z całego dotychczasowego życia. Dzieciństwo, rodzice, szkoła, pierwsza dziewczyna, koncert Lady Pank, matura, studia, imprezy, śmierć mamy, praca, wesele brata.
Stróżka śliny spadła mu na twarz. Bestia wygrała. To koniec.
Świst przeciął powietrze, a wystrzelona strzała trafiła potwora prosto w oko. Piekielne stworzenie zatoczyło się na nogach. Sekundę później kolejna strzała ugodziła je w podbrzusze. Parkowy koszmar padł trupem.
Zza drzew wyłonił się mężczyzna w kapeluszu. W ręku trzymał łuk refleksyjny, a przez plecy miał przewieszony kołczan. Niedoszła ofiara bestii podbiegła go niego i zaraz zaczęła mu dziękować za uratowanie życie, ten jednak tylko ozięble odpowiedział:
-Goniłem ją od południowych stepów Azji, przez cały Ural, pola Ukrainy aż do teraz. Zawsze mi się wymykała – do dziś.
-Boże, to cud! Nie wiem jak panu dziękować! Moje imię to Janek. Nie wiem jak mam panu się za to odwdzięczyć.
-To drobnostka. Ważne, że po tylu miesiącach tułaczki udało mi się zabić skurczybyka. Co do bestii: jak dotąd unikała miast, nawet tych mniejszych, ale dziś coś skłoniło ją do wdarcia się tutaj. Ty okazałeś się świetną przynętą. Wiedziałem, że się sprawdzisz.
-Jak to sprawdzę się? Przecież wracałem spokojnie do domu!
-Kiedy byłeś w barze, wyszedłeś na chwilę do ubikacji. Ja w tym czasie dyskretnie wypsikałem twój płaszcz zapachem, który przyciąga canguçú, czyli w mowie ludzi stepów “piekielnego kota”.
-Czy ja, kurwa, byłem jakąś przynętą jak jakiś robak!
-Niestety tak mój drogi. I tak miałeś przekichane życie, więc się nie obrażaj. Ale jako, że widziałeś canguçú, mam dla Ciebie prezent.
-Tak, ciekawe jaki? Wystawisz mnie chupacabrze?
-Nie, zabiję.
Po czym pchnął Janka sztyletem myśliwskim prostu w brzuch. Mężczyzna osunął się bezwładnie na ziemie, po czym skonał.
Kilka godzin później…
MORDERSTWO W PARKU!
“Dziś w nocy, w parku miejskim imienia Kornela Makuszyńskiego doszło do morderstwa! Ofiarą jest Jan W. Mężczyzna został pchnięty nożem, przez nieznanego sprawcę. Na razie nie ustalono kto może nim być. Rzecznik komendy policji twierdzi, że funkcjonariusze są na tropie zabójcy. Jak dotąd nie ustalono motywów tego przestępstwa. W ubraniu denata znaleziono wszystkie dokumenty oraz plik banknotów, w dużej mierze ukraińskich hrywien. Ponadto mężczyzna w dłoni trzymał strzałę. Policyjni specjaliści ustalają czy znajduję się na niej krew denata, bądź mordercy. Policjanci zapewniają, że zwiększyli patrole w miejscach publicznych…”
—-
*Onça – canguçú: LINK. Moja wersja jest troszkę zmodyfikowana. ;)