Archiwum

Archiwum dla Czerwiec 2010

W piątkowy wieczór

29 Czerwiec 2010 Dodaj komentarz

krótki short:

Jak zawsze po imprezie wracała do domu nawalona jak bela. Nogi same prowadziły ją tam gdzie chciały. Żałośnie zataczała się, kręcąc na boki głową. Trzeba przecież odreagować kolejny ciężki tydzień w branży marketingowej. Otwarta torebka i rozwalona fryzura – tak właśnie prezentuje się Monika Kotewicz, CMO jeden z większych poznańskich firm. Jeżeli starczy jej sił to może zamówi taksówkę. Nie jest przecież byle szmatą, by wracać do domu podłym “nocnym”.
Park Dąbrowskiego koło Starego Browaru był zgoła pusty, jeżeli nie licząc żula wyciągającego puszki ze śmietnika. Monika nonszalancko odpaliła cienkiego papierosa. Mentolowy dym od razu rozszedł się po jej trzewiach.
“Jak się pije, to się pali” – pomyślała.

Oddając kolejne niepewne kroki, przybliżała się do taksówek czekających na końcu jej rozmazanego horyzontu. Wtem masywna dłoń chwyciła ją za szyję. Kobieta próbowała wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, jednak uścisk był na tyle silny, że każde słowo umierało zanim zostało wykrzyczane. Napastnik przyciągnął Monikę do siebie i zaczął brutalnie macać ją po obfitych piersiach.

“Wyssę z ciebie całą krew suko, a potem będę ruchał twoje truchło!” – jego metaliczny głos rozsadzał jej czaszkę.
Kły wbiły się w główną aortę szyjną kobiety. Ciepła i lepka krew trysnęła na trawę. Monika czuła tylko, że z każdą chwilą uchodzi z niej życie. Powoli osunęła się na ziemię.

“Cięcie mamy to, kurwa!!!” – krzyknął Mirek Otręba, reżyser i scenarzysta filmu “Kły w parku 2″.
“Będzie hicior, będzie hicior panie reżyserze” – poklepał go po plecach operator kamery Zdzisław Nowacki.
“No ja ma nadzieję. Starej obiecałem rejs jachtem dookoła Teneryfy. Trzeba będzie trochę kasy zarobić. “Jedynka” sprzedała się jak jakaś głupia piosenkarka. Na “dwójkę” przyjdzie jeszcze więcej ludzi, w końcu zrobiłem najlepszy polskich horror, ever.”
“Miruś i jak wyszło? Jestem ciekawa końcowych efektów” – zaświergotała piskliwym głosem Anita Marciniak, odtwórczyni głównej roli
“Zajebiście, maleńka. Słuchaj muszę z tobą omówić warunki kontraktu, jeżeli chcesz zagrać w moim kolejnym filmie. Weź się wykąp, a potem przyjdź do mojego pokoju w hotelu.”
“Jak sobie pan życzy, reżyserze” – odpowiedziała Marciniak, kręcąc sobie zalotnie loczka ze swoich blond włosów.
“Cieszę sie, że się rozumiemy, maleńka” puszczając do niej oczko, Otręba odwrócił się w stronę całej ekipy wpatrzonej w niego jak w Boga
“No hołota, na dzisiaj koniec. Żegnam wszystkich. Dobranoc.”

Wszelkie podobieństwo do osób, zdarzeń, imion i nazwisk jest zupełnie przypadkowe.

Kategorie:Moje opowiadania

20 arkuszy

21 Czerwiec 2010 3 uwag

Mam 20 lat i nic poza tym. Czuję się jak blok rysunkowy – 20 sklejonych ze sobą kartek i nic poza tym. Kolorowa pierwsza strona, potem biel i gdzieś na dnie gorzka szarość. Kod kreskowy na karku i puste strony – bez żadnej skazy.
A więc mam dużo miejsca do pisania…

Kategorie:Sir Jedi

Video Mess #1

17 Czerwiec 2010 1 komentarz

Wpis bez sensu. Miłego oglądania i słuchania.

























Na koniec mam dla was dziewczynę Nerdy:

Kategorie:Jajca!

Dni Fantastyki 2010 – chyba Faile Fantastyki 2010

14 Czerwiec 2010 5 uwag

Witam.
Szlag jasny zaraz mnie trafi! Do egzaminów trzeba się uczyć, a tu takie kwiatki doprowadzają mnie do szału. Jak można być takim analfabetą i ignorantem? Od razu widać, że ilość nie przekłada się na jakość w wykonaniu Dni Fantastyki 2010 we Wrocławiu. Spójrzcie na to:

Z zacnego newsa o Cathy Munroe możemy się dowiedzieć, że aktorkę… wcięło podczas występowania w (o zgrozo!) “Imperium Kontraatakuje”. Co za chamstwo!
Sugeruję, organizatorom następnej edycji konwentu, aby wybrali newsmana, który nie będzie analfabetą, zna tytuły najważniejszych filmów sf wszech czasów i stawia kropki po zakończeniu zdań orzekających. Polecam również zmniejszenie ilości newsów na rzecz ich jakości.

Niestety, ale miarka się przebrała. ;)

“Kolor Magii” Terry’ego Pratchetta

10 Czerwiec 2010 1 komentarz

Przed wami następna recenzja. Tym razem jest to Terry Pratchett ze swoim “Kolorem Magii”, czyli powieścią otwierającą Świat Dysku. Zapraszam do lektury mojego artykułu oraz samej książki. ;)

“Często mówi się, że pewne produkty popkultury są kultowe. Filmy, komiksy, muzyka; to płaszczyzny do których najczęściej odnosi się to stwierdzenie. A czy istnieją również tego typu książki? Szczególnie te z gatunku fantastyki? Bez wątpienia, tak! Do autorów piszących takie pozycje należy Terry Pratchett, twórca Świata Dysku. Cała seria jest starsza niż wielu jej czytelników – pierwsza jej cześć została wydana w 1983 roku. Do dziś Anglik napisał 40 tomów, tworząc jedno z najciekawszych uniwersów fantastycznych, mające fanów w każdym zakątku naszego globu. A wszystko zaczęło się od powieści „Kolor Magii”, będącej zalążkiem Świata Dysku.

Głównymi bohaterami powieści są: mag Rincewind, naiwny turysta Dwukwiat i… Bagaż. Na tle ich niesamowitych przygód poznajemy mechanikę rządzącą Światem Dysku. Pomimo niewielkiej objętości książki, dzieje się bardzo wiele. Jest to wynik skondensowania opisów i absolutnie nieprzewidywalnej fabuły. Razem z trójką “przymusowych” kompanów przemierzamy ulice największego miasta uniwersum, czyli Ankh-Morpork, oraz zwiedzamy kilka innych ciekawych lokacji. Odkrywamy również zasady jakie rządzą magią, a są one bardzo niekonwencjonalne.

Cały Świat Dysku to satyra otaczającej nas rzeczywistości. Każdy tom wyśmiewa inne zagadnienia, ukazując nasz świat w baaaardzo krzywym zwierciadle. „Kolor Magii” to pastisz fantasy, gier RPG i twórczości H.P. Lovecrafta. Ponadto Anglik jawnie drwi z herosów, sztucznego pompatyzmu, a przede wszystkim z naszych, ludzkich przywar. Autor bez pardonu szydzi z ludzkiej naiwności, próżności, chęci zdobycia władzy oraz głupoty. Dodatkowo w sposób bardzo udany parodiuje fantasy, szczególnie podgatunki: heroic, high oraz urban. Występujący w powieści herosi to karykatury bohaterów fantasy, świat przedstawiony to parodia takich uniwersów jak Ziemiomorze, a podwójne miasto Ankh-Morpork, to nawiązanie między innymi to Arkham, miasta pojawiającego się w prozie Samotnika z Providence. Oprócz tego pojawi się wiele „klasycznych” stworzeń świata fantastycznego, które będą mocno „zniekształcone”. Bohaterowie to w dużej mierze okrutni nieudacznicy, którzy potykają się o własne nogi. Nawet największy ponurak wielokrotnie będzie zrywał boki czytając o przygodach trójki kompanów. Humor jaki reprezentuje Pratchett, to mieszanka absurdu oraz hiperboli. Nie chcę zbytnio zdradzać szczegółów książki i zepsuć wam zabawy, ale góra, która jest u podstawy węższa niż u wierzchołka, może zdarzyć się tylko u Pratchetta! Mówiąc całkiem szczerze, dawno nie czytałem tak inteligentnie napisanej książki.

Fenomen książek Pratchetta można porównać tylko do grupy Monty’ego Pythona. Miejscami bardzo podobny humor, zewsząd bijący absurd oraz nieprawdopodobny świat przedstawiony to trzy wspólne cechy twórczości wymienionych wcześniej Brytyjczyków. Po przeczytaniu tej książki fani kultowego serialu “Latający cyrk Monty Pythona” na pewno nie będą zawiedzeni.

Stylistycznie i językowo jest dobrze. Autor barwnym słownictwem opisuje Świat Dysku, wplatając co i rusz różne neologizmy oraz nietypowe nazwy własne. W tym miejscu wypada pochwalić karkołomną pracę Piotra W. Cholewy, tłumacza „Koloru Magii”. Sprostał on trudnemu wyzwaniu przełożenia skomplikowanych wyrazów wymyślonych przez Pratchetta na nasz język, nie tracąc nic a nic z klimatu i humoru powieści. Naprawdę należą mu się za wielkie brawa!”

Czytaj dalej

Wiatr

9 Czerwiec 2010 1 komentarz

Sesja hula po akademiku. Zamiata wszystkich studentów do nauki. Po korytarzach walają się kserówki, notatki i inne papierzyska. Papierosy nerwowo wypalane przy oknach i ukradkiem pite piwo, mają za zadanie pomóc choćby na chwilę zapomnieć o tym stresującym okresie. Pierwsze wpisy w indeksach i pierwsze poprawki motywują do dalszej walki. A końca nie widać.

Czasem myślę o jakimś lipcowym popołudniu. Skąpana w słońcu plaża, opalające się dziewczyny i szum fal. Plus dwadzieścia osiem, lekkie podmuchy wiatru i ratownik przypominający Mike’a Newmana ze “Słonecznego patrolu”.

Bo nocą wypada coś napisać.

Kategorie:Sir Jedi, Studia Tagi: , ,

Co ma piernik do wiatraka?

4 Czerwiec 2010 3 uwag

Poniższa notka jest odpowiedzią na wpis Krzyśka, który ukazał się parę dni temu na jego blogu. Pełen tekst znajdziecie tutaj.

“Podczas wojny obronnej zabijanie przeciwnika to rzecz normalna za którą przyznaje się często medale. Dlaczego? Bo cel jest szczytny. Czy zmniejszenie ilości zabójstw z wyjątkowym okrucieństwem, bądź serii gwałtów nie jest dostatecznym podniosłym celem? Bądźmy konsekwentni.”

Jasne, bądźmy konsekwentni. Odcinajmy ręce za kradzież i palmy na stosach homoseksualistów. Ale co ma jedno z drugim wspólnego?
Zabijanie podczas wojny obronnej zostało spięte klamrą szczytności razem z usuwaniem wyrodnych jednostek ze społeczeństwa, nazywane popularnie karą śmierci za najcięższe wykroczenia. No cóż, na pierwszy rzut oka, wszystko wydaje się być w porządku, ale…

Zacznijmy od “szczytnego celu”. Oba przypadki są przez autora wpisu uznane za równorzędne na podstawie pewnej idei, która przyświeca tym przykładom. Ja bym jeszcze tam umieścił szczytną organizację Fuck For Forest, o której możecie sobie poczytać na angielskiej Wikipedii. Myślę, że nikt nie zauważy żadnej niespójności. ;)

Czy zabijanie może być szczytne? Czy homo homini lupus est sformułowane przez rzymskiego komediopisarza Plautusa to podsumowanie ludzkiej natury, czy tylko ostrzeżenie? Jak wyrodne musi być społeczeństwo, żeby produkować morderców i gwałcicieli? Jak beznadziejnie chore jest ów społeczeństwo, żeby zabijać owych złoczyńców w imię “dobra”. Senaka pisał: bonum ex malo non fit. Nic dobrego nie wyniknie z zabijania przestępców. Mimo wszystko ludzkie życie jest wartością najwyższą, nawet życie seryjnego gwałciciela.

Czy żołnierz otrzymuje ordery za zabójstwa i gwałty, czy za służbę ojczyźnie? Czy nagradza się morderców, czy przykładnych synów narodu? Zdarzały się przypadki, kiedy żołnierze AK rabowali i wyżynali całe, polskie wioski. Inter arma enim silent leges mawiał Cyceron. Jedyne co ich usprawiedliwia to wojna. Nikt chyba nie podważa zasług AK, a te pojedyncze przypadku mogą nam jedynie unaocznić ogromną tragedię jaką jest wojna.

Skoro “szczytność” mamy za sobą, przejdźmy zatem do przyczyn obu typów morderstw. Zabijanie z zimną krwią, w czasach pokoju nie podlega usprawiedliwieniu. Jednak moim zdaniem, karą za takie przestępstwo powinno być absolutne odizolowanie od społeczeństwa wyrodnych jednostek.

Zabijanie podczas wojny obronnej, to działanie w obronie własnej. To ochrona kobiet, dzieci, mienia, honoru, tradycji, granic, spuścizny kulturowej. To niedziałanie w afekcie, czy akt agresji. To samoobrona kraju. Jak więc można porównywać tak piękny czyn heroizmu z brudnym i do szpiku kości złym, mordowaniem z zimną krwią?

U podstaw takiego porównania leży poważny błąd logiczny, który nie może zostać przemilczany. Dlatego myślę, że zestawione sytuacje mają tyle wspólnego co piernik z wiatrakiem. ;)

Na koniec życzę Krzyśkowi, wielu sukcesów w blogosferze oraz wyrobie sobie tylu wiernych czytelników co mój ulubiony blogger, czyli Hank Moody. :P

W weekend będzie o byciu sobą. Przygotujcie się. :)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.