Co ma piernik do wiatraka?
Poniższa notka jest odpowiedzią na wpis Krzyśka, który ukazał się parę dni temu na jego blogu. Pełen tekst znajdziecie tutaj.
“Podczas wojny obronnej zabijanie przeciwnika to rzecz normalna za którą przyznaje się często medale. Dlaczego? Bo cel jest szczytny. Czy zmniejszenie ilości zabójstw z wyjątkowym okrucieństwem, bądź serii gwałtów nie jest dostatecznym podniosłym celem? Bądźmy konsekwentni.”
Jasne, bądźmy konsekwentni. Odcinajmy ręce za kradzież i palmy na stosach homoseksualistów. Ale co ma jedno z drugim wspólnego?
Zabijanie podczas wojny obronnej zostało spięte klamrą szczytności razem z usuwaniem wyrodnych jednostek ze społeczeństwa, nazywane popularnie karą śmierci za najcięższe wykroczenia. No cóż, na pierwszy rzut oka, wszystko wydaje się być w porządku, ale…
Zacznijmy od “szczytnego celu”. Oba przypadki są przez autora wpisu uznane za równorzędne na podstawie pewnej idei, która przyświeca tym przykładom. Ja bym jeszcze tam umieścił szczytną organizację Fuck For Forest, o której możecie sobie poczytać na angielskiej Wikipedii. Myślę, że nikt nie zauważy żadnej niespójności. ;)
Czy zabijanie może być szczytne? Czy homo homini lupus est sformułowane przez rzymskiego komediopisarza Plautusa to podsumowanie ludzkiej natury, czy tylko ostrzeżenie? Jak wyrodne musi być społeczeństwo, żeby produkować morderców i gwałcicieli? Jak beznadziejnie chore jest ów społeczeństwo, żeby zabijać owych złoczyńców w imię “dobra”. Senaka pisał: bonum ex malo non fit. Nic dobrego nie wyniknie z zabijania przestępców. Mimo wszystko ludzkie życie jest wartością najwyższą, nawet życie seryjnego gwałciciela.
Czy żołnierz otrzymuje ordery za zabójstwa i gwałty, czy za służbę ojczyźnie? Czy nagradza się morderców, czy przykładnych synów narodu? Zdarzały się przypadki, kiedy żołnierze AK rabowali i wyżynali całe, polskie wioski. Inter arma enim silent leges mawiał Cyceron. Jedyne co ich usprawiedliwia to wojna. Nikt chyba nie podważa zasług AK, a te pojedyncze przypadku mogą nam jedynie unaocznić ogromną tragedię jaką jest wojna.
Skoro “szczytność” mamy za sobą, przejdźmy zatem do przyczyn obu typów morderstw. Zabijanie z zimną krwią, w czasach pokoju nie podlega usprawiedliwieniu. Jednak moim zdaniem, karą za takie przestępstwo powinno być absolutne odizolowanie od społeczeństwa wyrodnych jednostek.
Zabijanie podczas wojny obronnej, to działanie w obronie własnej. To ochrona kobiet, dzieci, mienia, honoru, tradycji, granic, spuścizny kulturowej. To niedziałanie w afekcie, czy akt agresji. To samoobrona kraju. Jak więc można porównywać tak piękny czyn heroizmu z brudnym i do szpiku kości złym, mordowaniem z zimną krwią?
U podstaw takiego porównania leży poważny błąd logiczny, który nie może zostać przemilczany. Dlatego myślę, że zestawione sytuacje mają tyle wspólnego co piernik z wiatrakiem. ;)
Na koniec życzę Krzyśkowi, wielu sukcesów w blogosferze oraz wyrobie sobie tylu wiernych czytelników co mój ulubiony blogger, czyli Hank Moody. :P
W weekend będzie o byciu sobą. Przygotujcie się. :)